O dopingu, ale nie o wuwuzelach
Bloger z Krytej | czerwiec 15, 2010 | 6:14 po południuOglądając, za pięknych licealnych czasów, któryś z meczów enbiej zorientowałem się, że typowy dla końcówek harmider zmienia się powoli w jakiś niebotyczny hałas. Kibice zaczynali krzyczeć, machać rękami i czym tam mieli na sobie, gwizdać, klaskać tworząc tumult godny ostatnich sekund finałów. Moje zdziwienie brało się stąd, że do końca było raptem kilka minut a mecz był już praktycznie rozstrzygnięty.
Zainteresowałem się tematem i dowiedziałem się, że podczas meczu jeden ze sponsorów, Pizza Hut, poinformował zebranych o zakładzie jak sam na siebie nałożył. Otóż, jeśli drużyna gospodarzy wygrałaby określoną, oczywiście trudną ale nie niemożliwą do osiągnięcia, liczbą punktów każdy kto jest na meczu dostałby pizzę za darmo.
Przypomniałem sobie o tej akcji zastanawiając się w jaki sposób, bez dogadywania się z SKLW KP mogłoby stworzyć na nowym stadionie atmosferę. Wyobrażacie sobie, co by działo, gdyby w 75 minucie, przy stanie 1:0 Królewskie obiecało każdemu dorosłemu posiadaczowi biletu duże piwo, jeśli Legia wygra co najmniej dwiema bramkami?
Wiem, że to kupowanie dopingu, ale jakieś takie sympatyczne.






Dyskusja trwa