Gdybym był Trzeciakiem…
Bloger z Krytej | październik 21, 2009 | 8:36 po południu…jeszcze dziś bym się zwolnił. Żart. Oczywiście chodzi mi o to, co zrobiłbym będąc dyrektorem sportowym Legii. Wiem, że pachnie Football Managerem, ale lubię sobie czasem tak pomarzyć:).
Przede wszystkim zatrudniłbym trenera, który podobnie jak Dan Petrescu nie chciałby być przyjacielem piłkarzy, chciałby za to mieć zawodników grających w piłkę nożną, a nie tylko piłkę pykających. Trener pierwszej drużyny, byłby jednak wierzchołkiem góry lodowej, całego schematu. Jego podstawa zaczynałaby się wśród drużyn juniorskich.
I tak, stworzyłbym nie jeden, starannie wyselekcjonowany zespół rocznikowy, ale oparł budowanie drużyn juniorskich na zasadzie piramidy. Im młodsi, tym więcej drużyn. Ale naprawdę dużo. 50-60 drużyn sześciolatków. Oczywiście także wcześniej wyselekcjonowanych ze szkół, wypatrzonych na podwórkach czy zwyczajnie wyselekcjonowanych na mini-kursach szkoleniowych. Piramida zawężałaby się zgodnie z rocznikami juniorów tak, aby dopiero w wieku 15 lat istniała jedna drużyna rocznikowa. Tak szeroki zbiór młodych zawodników wymuszałby naturalną selekcję. W drużynie juniorów starszych nie graliby albo najlepsi techniczne czy fizycznie, albo ci, którym się naprawdę bardzo chce. Graliby najlepsi technicznie, fizyczne i mentalnie. Ta drużyna miałaby jeden cel – Mistrzostwo Polski juniorów. Cel typu wychowanie zawodników byłby już wtórny. Graliby w niej przecież i tak tylko najlepsi.
W wieku 16 lat cała drużyna juniorów przystępowałaby do rozgrywek Młodej Ekstraklasy. W tej drużynie graliby TYLKO zawodnicy między 16. a 18. rokiem życia. Kadra byłaby maksymalnie szeroka (nie wiem czy są jakieś wymogi co do liczby graczy, ale powiedzmy, że byłoby ich 30.), wzmacniana kilkoma zawodnikami spoza klubu. Poważny trener rezerw (czyli taki, który mógłby zastąpić w przyszłości trenera pierwszej) miałby jeden cel – stworzyć zespół, który teoretycznie byłby w stanie zająć bezpieczne miejsce w Ekstraklasie. Oznaczałoby to przekonujące zwycięstwo w rozgrywkach ME. Co roku.
W wieku 18 lat 4-5 najlepszych zawodników dostawałaby kontrakty z pierwszą drużyną. Kontrakt zakładałby możliwość rozwiązania go po dwóch latach bez odszkodowania oraz pierwszeństwo klubu po pięciu latach. Reszta oddawana byłaby do innych klubów z opcją pierwokupu w ciągu 2 lat.
Ci najlepsi, wraz z maksymalnie dwoma nowymi zawodnikami spoza klubu, mieliby dwa lata na wywalczenie miejsca w podstawowej 20. Pierwszy rok byłby jeszcze ochronny, ale w drugim brak przebicia do podstawowej dwudziestki oznaczałby pożegnanie się z klubem. Na zawsze, bo jedna z zasad zakładałaby, że z klubu odchodzi się tylko raz.
5-6 zawodników przychodzących i tyle samo odchodzących (pomijając oczywiście tych, których transferuje się dalej. Ci mogliby być zastępowani przez piłkarzy “z nazwiskami”) spowodowałby, że określenie “rywalizacja” nabrałoby cech realności. Co roku, niezależnie od tego, czy drużyna miałaby mistrza, czy nie kwalifikowała się do pucharów rotacja obejmowałaby 1/3 drużyny.
Podstawową zasadą pierwszej drużyny byłaby sztywna rotacja oznaczająca, że po każdym meczu trzech najgorzej ocenionych przez sztab trenerski zawodników siadałoby na ławce.
Wady znajdziecie Wy, ja przedstawię zalety tego systemu:) Przede wszystkim proste reguły. Dostajesz jedną szansę. Jeśli ją zmarnujesz, z dużym prawdopodobieństwem zmarnujesz sobie karierę. Na tłumaczenia i usprawiedliwienia nie byłoby czasu. Napływająca co roku świeża krew podkręcałaby rywalizację, bo co roku trafialiby do klubu coraz lepsi juniorzy. Selekcja sprawiałaby, że do drużyny wchodziliby zawodnicy, którzy chcieliby grać w Legii, byliby gotowi do rywalizacji o miejsce i żądni zwycięstw. Jednocześnie, klub mając siłę przetargową miałby wolną rękę w dysponowaniu kontraktami zawodników. Juniorzy, którzy przychodząc do klubu byliby nikim, odchodziliby z niego w mirze gwiazd, albo w cieniu niespełnionych talentów. Największą wartość mieliby zawodnicy w wieku 25-26 lat, bo to oznaczałoby, że grają na najwyższym poziomie od ponad 10 sezonów.
Taka kopia Arsenalu, tylko w wersji hard.






|Zakładam stronę “wielceczcigdonybzknadyrektorasportowegolegii.pl”
Piramida i utrzymanie ok 100 drużyn . Kto to miałby finansować ?
Rodzice ? To zapomnijmy o chłopakach charakternych ze Szmulek czy Woli. Klub ? ok tylko z czego jeśli cały czas nawołują .Bojkotuj .nie kupuj , nie uczestnicz i ogólnie KP wróg.
Senatorze, pisałem Ci przecież, że takie strony niewiele dają:))
Przemyślałem bazę piramidy:)
To jest zadanie dla samorządu. Bo tych drużyn nie powinno być 60 tylko 600 (no, może przesadziłem, ale chodzi mi raczej o naprawdę dużą skalę). Wtedy wpadamy już pod “powszechne nauczanie” piłki nożnej, czyli obecność futbolu w szkołach podstawowych. Tym samym to już nie jest sprawa jedynie Legii, ale władz lokalnych w tym także lokalnego związku piłki nożnej (wiem, wiem…) i klubów (nie tylko Legia).
Założenie jest takie, że np. szkoły na Ursynowie dostają dofinansowanie na infrastrukturę (boiska i sprzęt) od gmin. Dodatkowe zajęcia piłkarskie (dawne sksy- nie wiem czy to jeszcze działa) finansują po części władze lokalne i instytucje zewnętrzne typu fundacje finansowane przez kluby, biznes i prywatnych donorów np. rodziców. Nad poziomem edukacji dbają dzielnicowe instytucje typu SEMP finansowane przez związek piłkarski (tutaj chodzi głównie o szkolenie trenerów).
Władze mają spokój pod względem politycznym (proszę bardzo jak ładnie pracujemy z młodzieżą), rodzice cieszą się, że dzieci się nie szewndają po ulicach albo grają w fifę, tylko są dłużej w szkole i się rozwijają a kluby mają dużo dobrego narybku, który się szkoli od najmłodszych lat.
Pomysł dobry i nawet realny do zrealizowania. Senator zadaje pytanie kto ma to finansować, oczywiście samorząd który i tak to robi. Przecież wszystkie biedne kluby utrzymują się z prowadzenie bardzo wielu grup młodzieżowych. Miasto nie może dofinansowywać sportu wyczynowego ale jak najbardziej sport młodzieżowy. I na tym opiera się pomysł BzK realny do zrealizowania.Bo przecież miasto dofinansowuje takie grupy nawet w Legii. Tylko ktoś musi się tym zająć. Nie wiem czy akurat dyrektor sportowy ale napewno ktoś jemu podlegający.Wystarczy tylko chcieć i umieć.
@ Obojętny
Oczywiście. Obowiązek podstawowego szkolenia młodych piłkarzy przejmują szkoły i de facto samorząd. Pieniądze podążają za nimi.
Wtedy kluby takie jak np. Drukarz nie mając funkcji szkoleniowych stają się klubami w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Stają się miejscem, gdzie można pograć w piłkę. Jesteś członkiem klubu, płacisz miesięczną składkę a w zamian możesz pograć sobie na boisku, mieć trenera i ciepłą wodę w kranie:) Jestem przekonany, że chętnych do członkostwa w takich klubach byłoby aż za dużo.
Jeśli częścią finansowania dodatkowych zajęć szkolnych poświęconych piłce zajmowałaby się specjalnie do tego powołana fundacja, to już w jej interesie byłoby zbieranie na to kasy. Kluby nie musiałyby nawet wpłacać do niej bezpośrednio, ale na przykład uczestniczyć w corocznym turnieju o puchar tej fundacji (ok, meczu Legia – Polonia) z którego dochód szedłby na fundację. Ja bym na taki mecz poszedł:))
Witam!
Na wstępie pozwolę sobie zaznaczyć, że pomysł rozpatruję niejako w oderwaniu od Legii, gdyż (wybaczcie!) darzę Wasz klub raczej chłodnymi uczuciami, a przede wszystkim niespecjalnie orientuję się w warszawsko-futbolowych realiach. To rzekłszy, uważam ideę za po prostu świetną. Aż szkoda, że wpadł na nią tylko (bez urazy!) Bloger, a nie dyrektor sportowy jakiegos klubu (niechby i Legii)…
Zalety są dostrzegalne same przez się. Teraz trochę o wadach:)
1. Nie uważam, aby profesjonalne, czy nawet półprofesjonalne szkolenie dzieci w wieku lat sześciu miało jakiś głębszy sens. Aby wyłowić kogoś sensownego z tak młodego narybku należałoby naprawdę prowadzić 600 (jeśli nie 6000…) drużyn. Sądzę, że dzieci w tym wieku należy pozostawić szkole. Wiem, że to straszne, że polskie podstawówki i gimnazja na skalę przemysłową produkują inwalidów, ale zmiana tego koszmarnego stanu jest, wg. mnie, zadaniem dla rządu, samorządów, kuratoriów etc., nie dla zawodowych klubów piłkarskich.
2. Moim zdaniem wiek, w którym potencjalny piłkarz powinien pojawiać się w klubie, to 10 lat. I tutaj rzecz można pociągnąć systemem pucharowym. 64 drużyny 10latków, 32 11latków, 16 12latków i tak aż do jednej drużyny szesnastolatków. I wszystkie te 127 drużyn powinno być na wyłącznym utrzymaniu klubu. Skąd wziąć na to fundusze? Przede wszystkim tnąc astronomiczne uposażenia dorosłych futbolistów, zupełnie nie odzwierciedlające ich mizernej klasy sportowej. To generalnie dłuższa historia, ale tak w telegraficznym skrócie – jeśli uważają, że są tyle warci, niech idą tam, gdzie kogoś stać, by im tyle płacić. Szerokiej drogi. A poza tym (i przede wszystkim?) utrzymanie tych wszystkich chłopców w klubie to inwestycja, która może przynieść niebagatelne zyski. Trzeba to tylko zrozumieć.
3. Oznaczałoby to przekonujące zwycięstwo w rozgrywkach ME. Ryzykowne. Wciąż dźwięczą mi w uszach słowa Thierry’ego Henry’ego, który ileś tam lat temu twierdził, że właściwie do osiemnastki nie grywał w spotkaniach o stawkę. Za to – i to już dośpiewuję sobie sam – gdy już się zrobił dorosły, to był do tego grania o stawkę przygotowany wprost perfekcyjnie. Może dobrze byłoby stosować ten schemat także w polskich klubach?
4. Pewna nieścisłość się chyba wkradła;) Reszta oddawana byłaby do innych klubów z opcją pierwokupu w ciągu 2 lat. i z klubu odchodzi się tylko raz. To w końcu jak?
Uff… dużo mi tego wyszło i wygląda na to, że zrzędzę. A wcale tak nie jest:)
To odpowiem od razu:)
1. W wieku 6 lat rzeczywiście nie może być mowy o w pełni profesjonalnym szkoleniu chłopaków (piłkarzy?). Chodzi raczej o to, by przez 2-3 lata sprawdzać ich predyspozycje do futbolu. Np jeśli przez ten czas złapią technike i zrozumieją, że w futbolu nie wszyscy muszą biec do tego co ma piłkę, będzie oznaczało… że się do piłki nadają.
2. Absolutnie tak. Brak astronomicznych pensji piłkarzy (jak na polskie warunki oczywiście), to konsekwencja systemu.
3. Oczywiście, są dwie szkoły. Jedna to granie o coś od najmłodszego, druga to warunki cieplarniane. Mam jednak wrażenie, że ta druga szkoła wychowuje lepsze indywidualności, a pierwsza lepsze drużyny.
4. Oni by nie odchodzili. Dostawaliby po prostu szansę później:)
@ BzK:
1. Gdybym to ja był Trzeciakiem, optowałbym za zatrudnieniem dwóch-trzech ludzi (optymalnie byłych zawodników klubu z jako-taką reputacją), których wyłącznym zadaniem byłby tzw. mały skauting, sukcesywne przeczesywanie podstawówek, podwórek itepe. Niechby ci dwaj-trzej panowie rozjechali się po Mazowieckiem i raz na miesiąc, czy tam kwartał (nie wiem, byle regularnie) zwieźli do klubu gromadę dzieciaków, u których wykryją choćby ślad potencjału. Zrobiłoby się im dzień otwarty z jakimś miniturniejem, spotkaniem z Urbanem, trenerami młodzieży i jakimiś gwiazdami drużyny (akurat z obecnego składu pasowaliby mi Mięciel i Rybus), a także rozdawnictwem klubowych gadżetów. Niech ci chłopcy łapią bakcyla. Niech robią wszystko, żeby załapać się na następny raz. Myślę, że tych, którzy na przestrzeni powiedzmy dwóch lat załapaliby się na pięć-sześć takich spotkań, śmiało można by zacząć monitorować, a z czasem objąć profesjonalnym szkoleniem.
2. Myślę, że to działa w obie strony. Redukcja pensji przepłacanych seniorów jest konieczna do tego, by uruchomić sensowne szkolenie juniorów. Z kolei gdy już to szkolenie przyniesie efekt, nie będzie sensu przepłacać seniorów.
3. Mnie się akurat wydaje, że powszechnie w naszym kraju stosowane podejście “wynikowe” nie owocuje mnogością dobrych drużyn. Przynosi za to patologie w stylu “odmładzania” przerośniętych graczy. Kiedyś jeszcze szły za tym wyniki w kategoriach młodzieżowych, bo nasi gracze potrafili zabiegać i zatłuc większość rywali, ale teraz i to zanikło.
A co byś zrobił, żeby nie zadowolić się pierwszym sukcesem?
@ albiceleste
Co do podejścia wynikowego zgoda, ale pamiętaj, że tutaj miałbyś jeszcze rywalizację indywidualną. Proces przechodziliby najlepsi zawodnicy z najlepszych drużyn.
Czytałem dziś wywiad z Nowakiem w GW. Typ napisał, że jego klub będzie opiekował się 160 tysięcy młodych chłopaków…
(http://www.sport.pl/sport/1,65025,7193419,Piotr_Nowak_dla_Sport_pl__Polska_pilka_zapatrzona.html?as=2&ias=2&startsz=x)
@ Wiktor
Czyim sukcesem? Piłkarzy? Systemu?
Engel o Kasperczaku i Smudzie:
“Porównaliśmy to, co osiągnęli w przeszłości oraz to, w którym miejscu są teraz -” Teraz to jeden jest na bezrobociu, a drugi na ostatnim miejscu w lidze..
To nie jest merytoryczny wybór. Wybrano Smudę aby uspokoić gawiedź.