Kibol, to tak łatwo napisać
Bloger z Krytej | maj 25, 2009 | 9:43 po południuWiktor na swoim blogu poruszył temat na tyle ciekawy, że komentarz urósł mi aż do poziomu blognotki. Wiktor ubolewa (? – nie wiem, czy to dobre słowo) nad poziomem dziennikarska sportowego w Polsce. Popełnia jednak zasadniczy błąd. Dziennikarstwo sportowe istniało w Polsce za czasów świetności radia i gazet drukowanych. Obecnie mamy coś co można nazwać dziennikarstwem portalowym, a czego poziom nigdy nie był i nie będzie wysoki. Internet kieruje się bowiem żelazną logiką klikalności, a dziennikarze portalowi w tę logikę wpisują się idealnie. Sensacyjny tytuł, kontrowersje jako podstawowe założenie treści, wnioski udowadniające z góry założoną tezę… Klik, klik, klik… Ale przecież zasady, którymi kieruje się liczący na wysoką oglądalność bloger, nie pasują do kierującego się zawodową etyką dziennikarza. Gdy dziennikarz prowadzący bloga traci orientacje co jest wpisem, a co artykułem, pojawia się problem. Jest gorzej, gdy wpisy blogowe stają się redakcyjnymi komentarzami. Skrajnie subiektywna wizja blogera-dziennikarza, staje się rzeczywistością większości, która na stadionach nigdy nie była. Ich postrzeganie zaczyna się i kończy tam, gdzie zaczynają się i kończą spostrzeżenia dziennikarza. A to, najczęściej, obszary odrażające, brudne, złe. Tylko takie się sprzedają.
Problem jest jednak szerszy. Czy z loży prasowej nie widać rzeczywistości polskich stadionów? Zapyziałych w większości kurników, których stan sam w sobie prowokuje agresję? Brutalności policji, która odpowiedzialnością zbiorową odgrywa się za własną nieudolność? Lekceważącego stosunku piłkarzy do kibiców płacących przecież za bilety ciężkie pieniądze? Tę rzeczywistość widać doskonale z każdego miejsca na stadionie. Nie dostrzega jej tylko ten, którego na stadionie nie ma. Albo ten, który będąc tam próbuje zaprzeczyć, że do tej rzeczywistości należy. Brzydzi się nią. Jeśli więc taki ktoś stara się odpowiedzieć na pytanie „Skąd w nich tyle nienawiści?”, to nie dlatego, by poznać prawdę, ale po to, by podkreślić własną pogardę dla cuchnącej rzeczywistości.
Kwintesencją wstrętu dziennikarza do opisywanej przez niego rzeczywistości jest namiętne obrzucanie wszystkiego co żyje obelgą. Kibolem jest już nie tylko ten, który krzyczy na trybunach, ale też ten, który zarządza własnym klubem. Kibolem może być każdy kto nie spodoba się policji. Wszystko, co nie przypomina fałszywych wzorów z Zachodu jest wstrętne i obrzydliwe. Kto nie kibicuje na The Kop, ten ma pecha. Jest elementem odrażającym, problemem, który należy ostatecznie rozwiązać.
Dziennikarz portalowy postrzega świat przez pryzmat linku na stronie głównej. Nigdy nie zrozumie, że to nie kibol zrodził niechęć do rzeczywistości. To niechęć do rzeczywistości zrodziła kibola.






Dyskusja trwa