Supernowa
Bloger z Krytej | marzec 24, 2009 | 10:29 po południuPrzez pierwsze kilka lat mojego świadomego bywania na Łazienkowskiej oglądałem mecze Legii z Krytej (swoją drogą historia o uczniu szkoły podstawowej żyjącym z miesięcznego kieszonkowego, oglądającym w miesiącu na 2-3 mecze Legii gdzieś z dzisiejszej B Dolnej, albo E Górnej brzmi jak czysta fantastyka…). Że to loża szyderców zdałem sobie jednak sprawę dopiero wtedy, gdy już siedząc na przeciwnej trybunie usłyszałem kilka soczystych komentarzy dotyczących gry Dariusza Czykiera. Dość zgryźliwie odnoszących się do jego zamiłowania do procentów. Od tamtej pory, szyderstwa i ironia ubierane w kaftan wymagania od piłkarzy dobrej gry mnie nie ruszają. Co więcej, sam zaczynam powoli traktować mecze jako dobrą okazję do pośmiania się. W takim samym stopniu z piłkarzy jak i z kibiców typu “Janek, obudź ich”…
Na własnej skórze przekonują się jak trudno z takim podejściem zaangażować się w mecz. Pewnie niedługo, żeby mnie ruszyć potrzeba będzie spełnienia wszystkich siedmiu punktów idealnego meczu . Póki co wystarczy jeszcze mecz w którym Legia skazana jest na porażkę, ale wygrywa albo taki, który decyduje o mistrzostwie Polski (nawet nie Legii). No, może gdybym widział w piłkarzach zaangażowanie godne Premiership… Ale to chyba marzenia ściętej głowy. Mój stan można określić mianem odrętwienia. Co gorsza, pogłębiającego się z sezonu na sezon.
Podejrzewam, że nie jestem sam, że część kibiców, jeszcze nie tak dawno żywo emocjonujących się wydarzeniami na boisku, popada w swoisty marazm. Ciężko stwierdzić ilu ich jest, bo ze zrozumiałych względów ich nie słychać, a coraz częściej zapewne nie widać. O wiele lepiej widoczna i słyszalna jest grupa, która zamiast w odrętwienie wpada we frustrację.
Nigdy nie było tak, żeby osoba na której Kryta skupiała swoją specyficzną uwagę w jakiś tam sposób sobie na to nie zasłużyła. Problem Urbana polega na tym, że sam ustawił na sobie celownik. Być może w ten sposób naprawdę chce udowodnić wszystkim, że ma jaja. Oby. W przeciwnym razie nie ma widocznie świadomości, że ataki ze strony Krytej to nie jest zwykła, znana wszystkim szydera. Kiedyś ataki na piłkarzy były formą swoistej rozrywki, przerywnika w odrętwieniu. Dziś biorą się z ogromnej, kumulowanej od półtora roku frustracji. Po tym co widziałem na twarzach osób życzących Urbanowi szybkiego powrotu do Zabrza, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że i nienawiści.
Mam też wrażenie, że ów poziom agresji w stosunku do własnych zawodników przerósł inicjatorów protestu. Przedstawiciele ruchu kibicowskiego próbują jeszcze ogarnąć temat, ale jestem przekonany, że negatywne skutki protestu już dawno wymknęły się spod kontroli. Na meczu z Górnkiem zastanawiałem się nawet, jak Kryta zareagowałaby na gola dającego Legii zwycięstwo. Jestem przekonany, że radość trwałaby wyjątkowo krótko. Byłaby ledwie dostrzegalnym błyskiem w ciemności.
W którymś z wpisów, Wiktor dał do zrozumienia, że wkrótce może dojść do porozumienia na linii klub-kibice. Analogia między radością po strzelonej bramce a ewentualnym porozumieniem jest według mnie zupełnie adekwatna. Krótki, intensywny błysk rozświeci na chwilę Łazienkowską. Tylko po to, by w tej samej sekundzie spalić się i zgasnąć.






Dyskusja trwa