Nie ma Legii bez Żylety?
Bloger z Krytej | kwiecień 28, 2008 | 11:32 po południuO ile mogłem spodziewać się, że mecz z Wisłą dostarczy mi sporo emocji boiskowych, o tyle zupełnie nie spodziewałem się tylu emocji spoza murawy. Emocje były spowodowane głównie obserwację fantastycznych z mojego punktu widzenia zjawiski. Rzuciło mi się na oczy kilka zasadniczych cech dopingu Krytej. Zgrywał się on z sytuacją na boisku i był zależny od akcji rozgrywanych na murawie. Był dość ubogi w formie, polegał głównie na wybijaniu rytmu i prostych piosenkach chwalących klub. Nie było wodzirejów odwróconych plecami do murawy, nie było rac, flag i kartoniad. Tumult był czasami całkiem głośny. Miałem wrażenie, że gdzieś to już przeżyłem. Highbury!
Skojarzenie z pewnością na wyrost, ale nie bez podstaw. Czyżby więc spełniał się czarny sen protestujących? Angielski model kibicowania jawi się w nim jako zło wcielone, którym Walter i spółka chcą zastąpić warszawskich ultrasów. Żyleta lubi podkreślać, że jest warunkiem istnienia Legii. Zależnie od tego, o jaką Legię chodzi to swierdzenie prawdziwe bądź nie. Bez Żylety nie ma Legii - tej sprzed kilku lat, kojarzącej się z widowiskami zapierającymi dech w piersiach ale także z kibicami punktującymi we własnych rozgrywkach, dopingującymi coraz bardziej siebie niż piłkarzy, stawiającymi interes grupy ponad klub. Bez Żylety powoli się wyłania inna Legia. Ze słabszym, mniej głośnym dopingiem, z tumultem zamiast kolejnych zwrotek piosenek i siedzeniem zamiast skakania, ale z jedną kluczową rzeczą – autentycznością. Ta autentyczność powoduje, że mimo kilkunastu lat spędzonych na Łazienkowskiej potrafią jeszcze po plecach przejść mi ciarki. Bez Żylety nie ma Legii typu „włoski ultras”, wyłania się natomiast typ „angielski supporter”.
Dopóki Żyleta mówiła swoim głosemi, dopóty narzucała swój model kibica Legii. Gdy zamilkła, pojawiła się możliwość stworzenia modelu alternatywnego. Supporters z pewnością jeszcze długo nie będą dominującym modelem na Łazienkowskiej, ale dopóki Żyleta milczy dopóty alternatywny model może się rozwijać. Z tego punktu widzenia cisza na Odkrytej jest na rękę KP, który zdecydowanie woli kibiców zatomizowanych, niezorganizowanych i nie posiadających grupowej tożsamości, ale za to wymagających od swojego klubu przede wszystkim dobrej, emocjonującej gry piłkarzy.
Ciężko powiedzieć, kiedy rozpoczął się proces zmiany modelu kibicowania. Łatwo natomiast stwierdzić, że proces ten już trwa. Mecz z Wisłą był tego pierwszym symptomem. Im dłużej Żyleta będzie milczeć a piłkarze grać dobry futbol, tym większa szansa na zmianę charakteru kibicowania z modelu ultras na model supporters.
Przychodzę na mecz z wielu powodów, ale nic nie sprawia mi tak wielkiej radości jak dobra gra piłkarzy i wielkie emocje. Angielski model kibicowania z docenianiem dobrej gry i auntentycznym dopingiem niejako to zapewnia. Dlatego nie mam nic przeciwko takiej zmianie. Dobrze byłoby, gdyby byli w niej uwzględniani także kibice z Żylety. Tylko czy kibice z Żylety są jeszcze zdolni do jakiejkolwiek zmiany?






Dyskusja trwa