Uciążliwy dodatek do meczu
Bloger z Krytej | marzec 20, 2008 | 6:39 po południuKażdy mecz, niezależnie od rangi, przeciwnika czy rozgrywek jest świetną okazją, by klub zarobił. O atrakcyjności meczu decyduje przeważnie przeciwnik. Zdarzają się co prawda sytuacje, kiedy mecz nawet z mało istotnym przeciwnikiem urasta do rangi wydarzenia, jednak są to sytuacje wyjątkowe, z reguły wiążące się z kluczowymi momentami w rozgrywkach. Rozgrywki o Puchar Ekstraklasy postrzegane są jako mało prestiżowe. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by niektóre mecze w ramach tych rozgrywek przyciągały tłumy. Na przykład takie jak wczorajszy mecz z Wisłą Kraków. Dlaczego więc obejrzała go garstka kibiców?
Tłumaczenie można rozpocząć od odpowiedzi na wszystko co dzieje się ostatnio na Łazienkowskiej, czyli konfliktu z kibicami. Oczywiście ma on wpływ na frekwencję, i to wpływ negatywny. Szkoda tylko, że wiedza o konflikcie i jego wpływie na frekwencje nie motywuje marketingu Legii do intensywniejszych działań. Szkoda, bo gdy powstanie mityczny stadion, czasu na naukę nie będzie.
Teoretycznie mało ważne mecze to idealny sposób na sprawdzenie, czy działania zachęcające do przyjścia na mecz działają. Nie sztuką jest zapełnić stadion, gdy drużynie idzie, a do Warszawy przyjeżdża znana ekipa. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się jednak wtedy, gdy kibice na mecz przyjść nie chcą.
Przyciągnąć kibiców można na dwa różne sposoby.Przekonując ich, że za bilety warto dużo zapłacić, albo… obniżając ceny biletów. Drugie rozwiązanie jest według mnie przyznaniem się do porażki, szczególnie gdy poza obniżką żadne inne działania nie są podejmowane. W tym przypadku jednak, obniżka cen biletów wzmocniona promocją marketingową wydaje się jedynym sposobem, by mecze takie jak wczorajszy oglądały tłumy.
W jaki sposób marketing Legii mógłby przyciągać kibiców na mecze postrzegane jako mniej atrakcyjne. Przede wszystkim podgrzać atmosferę wokół zawodów. Gdyby zostaly przedstawione jako pojedynek Vukovic/Sobolewski, Urban/Skorża albo bój Vukovic kontra Sobolewski i Cantoro, to jeszcze przed pierwszym gwizdkiem nabrałyby rumieńców. Równie dobrze możnaby przedstawić ten mecz jako pierwsze w tym roku zwarcie polskich futbolowych potęg, lub zapowiedź pokazania, że Wisła wcale taka dobra nie jest.
Bardziej złożonym problemem jest opracowanie sposobu na podniesienie atrakcyjności wszyskich meczów Legii w tych rozgrywkach. Wielu kibiców pamięta doskonale kiedy po raz pierwszy na żywo widziało na boisku przyszłe gwiazdy. Sam mam przed oczami debiut Artura Boruca w bramce Legii i uważam to za jedno z fajniejszych futbolowych wspomnień Jednym, kto wie czy nie jedynym argumentem zwolenników rozgrywek PE jest możliwość testowania młodych piłarzy. Dlaczego tego nie wykorzystać? Mecze PE to doskonała okazja, by zobaczyć przyszłe gwiazdy Legii pierwszy raz na boisku.
Inna sprawa to wyciągnięcie wniosków dotyczących przyszłosezonowych karnetów. Dodatkowy „pakiet” na mecze Pucharu Ekstraklasy, który możnaby dokupić do każdego rodaju karnetu (poza Premium oczywiście) za niewielką kwotę mógłby zachęcić większość karneciarzy do przychodzenia na mecze PE bez wrażenia rozdawania wejściówek za darmo. Poza tym taki gest byłby miłym docenieniem tych, którzy kupują karnety.
Nie wiem tylko, czy niska frekwencja nie jest władzom KP na korzyść. Zawsze mogą przecież dołączyć do chóru głosów, twierdzących że Puchar Ekstraklasy jest niepotrzebny, nikogo nie interesuje i w ogóle przeszkadza.






Dyskusja trwa