Sensacja. Plotka. Komentarz.
Bloger z Krytej | listopad 20, 2007 | 9:21 po południu„Nic tak nie potwierdza informacji jak szybkie dementi” chciałoby się rzec po zapewnieniu Mirosława Trzeciaka, że Legia absolutnie nie interesuje się Tomaszem Frankowskim. No właśnie, chciałoby się? Czy Legia nie potrzebuje tak doświadczonego napastnika, który będąc w formie spokojnie może powalczyć o króla strzelców jeszcze w tym sezonie? Czy nie jest lepszy od Korzyma albo Grzelaka?
Żałuję, że temat Frankowskiego w Legii skończył się prawie tak szybko jak się zaczął. Ale nie żałuję widoku „Franka” z elką na piersi. Żałuję, że Trzeciak zdecydowanie zdementował temat, który mógłby żyć w mediach jeszcze przez co najmniej tydzień. Spychając w cień na przykład niezbyt chlubną informację o kuracji Kamila Grosickiego.
Kontrolowane przecieki do prasy, kreowanie informacji i sprawne kierowanie zainteresowaniem kibiców to bardzo skuteczne narzędzia budowania medialności klubów piłkarskich. Mistrzem w tej dziedzinie są spece Manchesteru United. Nie ma tygodnia, by w drużynie z Old Trafford dziennikarze nie zatrudniali kolejnej europejskiej gwiazdy lub chociaż nowego „Cristiano Ronaldo”. Alex Ferguson nie przez przypadek wskazuje prawie przed każdym ważniejszym meczem kogo z drużyny przeciwnika widzi już w swoim zespole. Kibice szukają informacji gdzie się da (najczęściej co chwila wchodząc na klubową stronę internetową) a klub podgrzewając atmosferę jest stale obecny w mediach. Przejście Jacka Krzynówka do Wisły jest od soboty sportowym tematem numer dwa, a kto wie czy dla sporej grupy kibiców Białej Gwiazdy nie ważniejszym niż awans Polski do Euro.
Mirosław Trzeciak nie musiałby mówić, że Legia interesuje się Frankowskim. O ile ciekawiej byłoby, gdyby zamiast „Bzdury!” powiedział „To bardzo dobry piłkarz, obserwowałem go w ostatnim meczu i że gdyby jeszcze popracował nad formą z pewnością przydałby się Legii. Niestety nie mogę potwierdzić, że z nim rozmawiamy, bo polityka klubu jest taka, że nie komentujemy w mediach rozmów z zawodnikami. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni sprawa się rozstrzygnie”.
Co najwyżej Franek musiałby się znowu tłumaczyć przed kibicami Wisły.






Dyskusja trwa