Marmar, mylisz się!
Bloger z Krytej | październik 30, 2007 | 12:33 przed południemJeszcze przed meczem w Krakowie przeczytałem bardzo ciekawą analizę konfliktu na linii kibice-klub przeprowadzoną prze felietonistę Legia.com.pl marmara. Nie będę dyskutował z oczywistymi faktami przytoczonymi przez Autora, ale pozwolę nie zgodzić się z wnioskami.
Przede wszystkim nie zgodzę, że się trzy miesiące po Wilnie władze Legii zabrnęły w ślepy zaułek. Władze Legii zabrnęły w ślepy zaułek mniej więcej w momencie, gdy zawierano pierwszy „rozejm” z kibicami protestującymi pod Torwarem. Warunki, które wtedy ustalono jedynie odsuneły problem w czasie. Wszystko, co działo się później było konsekwencją sprzątnięcia brudów pod dywan. Każdy ruch był pozorowany. Każdy, do momentu, gdy na murawę Vetry wbiegli ludzie w szalikach Legii. Wilno rozpoczęło nowy etap konfliktu. Nie ma tu już miejsca na mediacje, i to, że klub odrzucał kolejne propozycje rozmów nie wynikało z niechęci do rozmów, tylko ze specyfiki sytuacji w której wszyscy się znaleźli. Tak jak pozorowano ruchy do momentu zamieszek w Wilnie, tak każda rozmowa między SKLW-KP, niezależnie od mediatora, byłaby grą pozorów. Przede wszystkim dlatego, że naprzeciwko siebie stoją, a właściwie leżą w okopach, dwaj przeciwnicy których interesy są w gruncie rzeczy sprzeczne. KP chciałoby wykorzystać kibiców tak bardzo jak to tylko możliwe, nie licząc się z nikimi i niczym, a z kolei SKLW rozumie z ideę „klubu dla kibiców” jako instytucji, która jest dopełnieniem społeczności kibiców i musi być tej społeczności podporządkowana. Krótko mówiąc obecna sytuacja, to kolejny etap naturalnego konfliktu.
Tak jak wspomniałem, na tym etapie nie ma już miejsca na dyskusję. Nawet ze wszystkimi kibicami pojedynczo. Marmar postuluje, by wprowadzić w życie koncepcję rozmów z szeroką reprezentacją kibiców. Wiele się nie pomylę, jeśli stwierdzę, że poza SKLW jedynymi w miarę zorganizowanymi grupami, są chuligani. Nie wiem wokół jakich środowisk miałaby się tworzyć niezależna od SKLW opinia kibiców Legii? Parsimony? LCP? Przecież nie pro-klubowe „stowarzyszenie”. Marmar krąży wokół kluczowego elementu wyjścia z obecnego kryzysu – organizacji reprezentującej niedostrzegany obecnie środek społeczności kibiców – jednak go nie porusza. Twierdzi natomiast, że KP panuje nad sytuacją, czyli jak się domyślam, ma inicjatywę na drodze do rozwiązania konfliktu. Po tym drugim twierdzeniem się zgodzę, ale z zastrzeżeniem. Jeśli KP miałby wykorzystując inicjatywę wdrażać nową koncepcję, to powinna być to próba stworzenia instytucji niezależnego, ale utrzymywanego przez klub rzecznika praw kibiców. Prawnika, który za pieniądze KP reprezentowałby kibiców przed KP, instytucjami broniącymi praw konsumentów czy nawet sądami cywilnymi. Nie wierzę bowiem, że znajdzie się spośród „pikników” ktoś, kto poświęci własny czas i pieniądze działając w imieniu ogółu. Nie wierzę niestety także w to, że KP stworzy ograniczającą własną władze instytucję. Nie wierzę, bo symbol zaawansowanej kultury corporate governance nie może zostać wprowadzony w rzeczywistości, w której nikomu nie mieszczą się w głowie podstawowe zasady biznesowej etyki. Dlatego, nawet jeśli KP ma inicjatywę, to z niej nie skorzysta.
Marmar popełnia błąd we wnioskach z dwóch powodów. Nie dostrzega, że konflikt między KP i częścią kibiców reprezentowaną przez SKLW jest naturalny, oraz próbuje odwołać się do rozwiązań, które po Wilnie straciły racje bytu. Obecny pat będzie trwał aż do momentu, gdy na scenę wejdzie trzeci aktor. Tym aktorem jest niedoceniana jak na razie większość kibiców nie angażująca się aktywnie w konflikt. Niestety, warunkiem koniecznym zaistnienia na scenie tego aktora jest świadomość roli jaką mógłby zagrać. Na razie „pikniki” to bezładna masa, nie mająca świadomości kim są. A są konsumentami mającymi swoje prawa. Dopiero gdy to zrozumieją i zaczną się domagać przestrzegania tych praw, „stary konflikt” straci rację bytu i przestanie istnieć.






Dyskusja trwa