Prawo Żurawia?
Bloger z Krytej | wrzesień 26, 2007 | 11:08 po południuSporym echem rozeszła się po mediach informacja o tym, że Maciej Żurawski wygrał proces ze sponsorem reprezentacji Polski. Decyzja sądu, według mnie, może być przełomowa w rozwoju w Polsce rynku jakim niewątpliwie jest sfera marketingowego wykorzystania wizerunku piłkarzy, czy szerzej sportowców. Decyzja przełomowa głównie dlatego, że uświadamia wielu sportowcom konieczność ochrony, a co za tym idzie budowania własnego wizerunku.
O ile sponsora kadry można posądzić o próbę prymitywnego wykorzystania możliwości jakie się nadarzyły (co w przypadku tej firmy nie jest szczególnym wyjątkiem) , to postawa Polskiego Związku Piłki Nożnej budzi z jednej strony przerażenie, z drugiej śmiech:
Maciej Żurawski brał udział w sesjach fotograficznych, zorganizowanych przez Telekomunikację S.A. – mówił adwokat Marcin Wojcieszak, reprezentujący w sądzie PZPN – w ten sposób automatycznie wyraził zgodę na wykorzystywanie jego wizerunku w celach reklamowych. Przecież nikt nie robił mu zdjęcia z ukrycia. Spółka, która przeznacza pieniądze na wypłaty dla reprezentantów, mogła dysponować jego wizerunkiem na mocy umowy z PZPN. Żurawski otrzymał los od Boga, bowiem mógł reprezentować kraj, a sprawy wizerunku są zawarte w statucie PZPN i Karcie Reprezentanta – mówił adwokat związku.
Muszę przyznać, że mimo kampanii wyborczej dawno nie spotkałem się z tak idiotycznym tłumaczeniem. Zastanawia mnie tylko, skąd taki tok myślowy wziął się u adwokata, reprezentującego wcale nie najbiedniejszą organizację. Gdy ktoś używa argumentów o automatycznej zgodzie na wykorzystanie wizerunku wyrażonej przez wzięcie udziału w sesji, lub gdy zamiast oparcia o konkretne zapisy sponsorskie odwołuje się do boskiej interwencji wydaje sobie sam świadectwo swojego dyletanctwa. Obawiam się, że adwokat nie wpadł samodzielnie na tak żenującą argumentację. Z drugiej strony cieszy mnie postawa Żurawskiego. Walczy o prawa do rzeczy, która dla wielu wydaje się ciągle nieistotna. Dla wielu w Polsce. W Europie bowiem, wizerunek piłkarza to wartość, która zaczyna stanowić zdecydowaną większość jego przychodów.
PZPN, który był żywo zainteresowany procesem, broni się jak może, bowiem korzystny dla Żurawskiego werdykt oznacza, że w umowach sponsorskich są ogromne luki prawne. Nie zdziwiłbym się, gdyby wkrótce okazało się, że i związek musi ponieść finansowe konsekwencje swojej niekompetencji. Być może, tak jak dla europejskiej piłki Jean-Marc Bosman stał się symbolem wolności piłkarzy, tak dla polskich piłkarzy Maciej Żurawski stanie się symbolem ich praw.






Dyskusja trwa