Więcej wiary!
Bloger z Krytej | sierpień 29, 2010 | 3:01 po południuI co tu po takim meczu napisać? W zdecydowanej większości komentarzy przebija czarna rozpacz. Patrząc na grę Legii i tabelę Ekstraklasy trudno o inny nastrój. Boję się pomyśleć, co byłoby, gdybyśmy grali ciągle na stadionie z jedną, milczącą trybuną, gdyby drużynę piłkarskich emerytów prowadził przypadkowy trener i gdyby kibice Lecha analizowali właśnie możliwość wyjścia z grupy w Lidze Mistrzów. Teraz, oczywiście, także się martwię, ale wierzę, że już, już niedługo… wszystko się zmieni. W końcu nadzieja, szczególnie nadzieja kibica, umiera ostatnia. Zamiast denerwować się ponad miarę, może zastanowić się, gdzie jej szukać?
Może na przykład w tym, że to dopiero czwarta kolejka? Mamy kilka punktów straty do lidera. Póki co, nikt w lidze nie gra tak, żeby można było obawiać straty nie do odrobienia.
Skorża to jeden z bardziej inteligentnych ludzi w ligowej piłce. Potrafi dostrzec własne błędy. To podstawa nauki. Pamiętajmy, że dostał drużynę grającą najgorzej od kilku lat. Pamiętajmy, że nowych zawodników także trzeba poznać. Niestety dla nas, zarówno drużynę jak i zawodników rozpoznaje się najlepiej walką. Jego inteligencja pozwala wierzyć, że wyciągnie właściwe wnioski. Oby jak najszybciej.
Mecz z Bełchatowem był zły, ale nie można powiedzieć, że pozbawiony emocji. Przez kilkadziesiąt minut legioniści cisnęli rywali dość mocno. Przy stanie 0:2. Od kilku sezonów Legia była wypłukiwana z ambicji. Brak widocznego zaangażowania bolał najbardziej. W tym sezonie można Legii odmówić wiele, ale ambicji będzie odmówić trudno. A ambicja to podstawa sukcesu.
Napastnik. Ten, którego jeszcze nie ma. Mam nadzieję, że we wtorek na Ł3 pojawi się silny, wysoki zawodnik dobrze grający tyłem do bramki przeciwnika. Jeśli mamy 60% posiadania piłki, gramy w większości na połowie rywala i oddajemy 2-3 celne strzały na bramkę, to problemem nie jest obrona, pomoc czy bramkarz. Problemem jest brak napastnika potrafiącego grać w systemie 4-5-1. Pamiętajmy, że wygrywa ten, który strzeli co najmniej jedną bramkę więcej. A my mamy potencjał by wygrywać nawet mimo słabej obrony i bramkarza.
Jeśli już mowa o obronie, to pamiętajmy, że każdy dzień przybliża nas do chwili gdy obrona Legii zagra w optymalnym składzie. Nie wiem, czy Rzeźniczak da drużynie kopa, ale wiem, że powrót Astiza zredukuje rywalom Legii możliwość strzelania do minimum.
Bardzo często, na początku sezonu wielkie tuzy europejskiej piłki zadziwiają dalekimi miejscami w ligowej tabeli. Pamiętacie Bayern z zeszłego sezonu? Oczywiście, zdarzają się faworyci w wiecznym kryzysie, pokroju PSG, ale zachowują wszelką skalę, Legia jest od zawsze murowanym faworytem. Nawet jeśli nie idzie jej na początku, prędzej czy później dobija do czołówki. Coś w stylu Panathinaikosu albo Galatasaray. Taka jest dziejowa prawidłowość:)
Siedem kolejnych zwycięstw, konsternacja nie tylko w Warszawie ale i w całej Polsce. Później kryzys, z którego de facto nie udało się wyjść do końca sezonu. Początek Urbana był bardzo fajny, ale marzenia o tytule skończyły się wraz z topniejącym się śniegiem. Po dwóch porażkach w czterech meczach wiemy już jak wygląda kryzys. Wkrótce musimy zobaczyć jak wygląda prosperita.
I proszę. Nie jest optymistycznie?:)






Dyskusja trwa